„Gdy jesteś samotny i czujesz się wrogiem świata, zagraj w szachy, podniosą cię na duchu”

– tak, jak głosi jedna z legend, miał powiedzieć Arystoteles. Nie wiem, na ile jest ona prawdziwa, ale szachy są moją pasją od dziecka i dały mi wolność, dzięki której dziś mogę realizować marzenia.

Na początku wcale nie było dobrze. Wręcz przeciwnie. Pamiętam jak dziś, że mój pierwszy zestaw szachów był za 10 zł. Z trzeciej ręki. Moja mama harowała jak wół, by utrzymać mnie i mojego brata. Zrobiła wszystko, co mogła, by nasz start był lepszy. I jestem jej za to bardzo wdzięczny. Jednocześnie początek był trudny. Ekonomicznie i społecznie.

Nierówności sprawiały, że często czułem się gorszy od moich rówieśników. Kopałem używaną piłkę, w używanych butach, nosząc używane ubrania. Tak, to było trudne. Aż do czasu, gdy poznałem szachy. Miłość od pierwszego wejrzenia. Mój przyjaciel Ksawery, który nauczył mnie gry, powiedział mi, że szachy to gra dla inteligentnych ludzi. A ja chciałem być inteligentny. W wieku 6 lat nauczyłem się, że pierwszą stolicą Polski było Gniezno i często popisywałem się wiedzą wśród kolegów i koleżanek. Tak, żeby odreagować.

Kiedy szachy stanęły na mojej drodze, miałem 10 lat. To taki pierwszy moment, gdy zaczynałem się zastanawiać nad swoją przyszłością. Talentu piłkarskiego mi brakowało, choć marzyłem by grać jak Zidane. Perspektywy miałem raczej średnie. Niewiele mnie wtedy wyróżniało. Jednak szachy sprawiły, że z dnia na dzień – wyróżniłem się. Byłem jedynym w klasie, który poszedł na zawody szkolne. I to podziałało na moją bujną wyobraźnię jak płachta na byka.

Wskoczyłem w szachy, widząc w nich szansę na wolność. Wolność od ograniczeń ekonomicznych i społecznych oraz wolność do realizowania moich planów i marzeń.

Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że decyzja o wkroczeniu w świat szachów była jedną z najlepszych decyzji (a właściwie była najlepszą) w moim dotychczasowym życiu. Nie dość, że jako junior zwiedziłem niemalże całą Polskę i część Europy, grając turnieje rangi międzynarodowej, to od kilku lat piszę książki (wkrótce premiera kolejnej – szóstej), mam swój program w Telewizji Polskiej („ABC Szachów”)  i regularnie występuję na największych polskich scenach – podczas konferencji i eventów korporacyjnych. W tych wszystkich działaniach dzielę się pasją szachową, która płonie we mnie od dziecka.

Pasja, która wielokrotnie była wystawiana na próbę, dziś przeżywa drugą młodość. Rozpocząłem współpracę z konsultantem kadry narodowej polskich szachów i arcymistrzem – Danielem Sadzikowskim, by podnieść poziom mojej gry. Podjąłem współpracę ze sportowcami (m.in. z siatkarskiej ekstraklasy, tj. PlusLigi) i pokazuję im, jak przenieść myślenie szachistów na boisko, by wygrywać mecze.

Równolegle do tego cały czas realizuję swoją misję. Marzę, by 10 milionów Polaków nauczyło się grać w szachy. Wierzę w to, że szachy są świetnym narzędziem do wszechstronnego rozwoju i coś czuję, że strategiczne myślenie to kompetencja przyszłości. W obecnej koronawirusowej rzeczywistości wiele jest wątpliwości i nie wiem, gdzie to wszystko mnie doprowadzi, ale jednego jestem pewien:

W dzieciństwie czułem się samotny. Zagrałem w szachy i podniosłem się na duchu. Trwam w tej postawie aż do dziś. I oby jak najdłużej 🙂

Szach-mat!

P.S. Jeśli chcesz nauczyć się gry w szachy, zapraszam Cię do oglądania kolejnych odcinków mojego „ABC Szachów“, które są dostępne również na kanale YouTube.

Tutaj odcinek 3:

odcinek 4:


1 Komentarz

Michał Markocki · 7 maja 2020 o 16:58

I tak powinien wyglądać warsztat trenera: każdy teza i każdy wniosek wynika z praktyki, najlepiej swojej własnej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *